test

wtorek, 20 marca 2018

Nie lubię poniedziałku

Sławomir zasiadł wygodnie w tramwajowym fotelu i oddał się średniowiecznej lekturze G. Labudy. Pod koniec trasy zadzwoniła jego żona Eliza z wytycznymi.
- Kochanie kup dużo chleba i te dobre wędlinki ze sklepu firmowego.
- Dobrze Eliza, kupię dużo chleba i te dobre wędlinki.
- Kup jeszcze tą pyszną bułeczkę.
- A, tą pyszną bułeczkę?
- Tak.
Sławomir zakończył rozmowę z żoną pozdrawiając ją buziaczkami i schował telefon do kieszeni. Wstał i wysiadł z tramwaju na najbliższym przystanku. Spojrzał na zegarek, była 17 z minutami. Do pierwszego sklepu typu piekarnia miał zaledwie 200 metrów, więc szybkim krokiem pokonał tą niewielką odległość.
Nim wszedł do przybytku spojrzał przez szybę by ocenić, z jakimi mu dziś przyjdzie konwersować sprzedawczyniami – Ehm, dziś jest gruba i ta o męskiej twarzy - mruknął pod nosem.
- Dzień dobry, przyszedłem kupić dużo chleba – Sławomir witając się z personelem już na wstępie podkreślił cel wizyty.
- Dzień dobry *Khueee khueee*, jakie to będą *khueee khuee* chleby? – dziwy dźwięk wydobył się z gardła kobiety.
- Czy jest pani chora? – Sławomir spojrzał nieufnie na grubą ekspedientkę.
- Nie rozumiem dlaczego pan pyta *khueee kheee* - Odpowiedziała startym na wiór głosem.
- Czy jest pani chora?
- Dlaczego pan pyta?
- No, czy jest pani chora się pytam, słyszę chrypkę i ten kaszel.
- Boli mnie gardło, czy mam pana nie obsługiwać?
- Dziękuję, przyjdę innym razem.
Ludzie spojrzeli to na Sławomira, to na ekspedientkę. Nie wiadomo kogo wzięli na kretyna, czy klienta, który wypytuje ekspedientkę o jej stan zdrowia, czy sprzedawczynie kaszlącą na chleb. Sławomir wychodząc ze sklepu pomyślał – Kurwa mać, mam udawać idiotę, że nie widzę, jak kobieta charczy na chleb i w dłonie? Mam udawać przygłupa i stać w kolejce, jak pozostałe przybite lemingi w strachu przed inicjatywą? Idę do kolejnej piekarni, jest 100 metrów stąd. Nim skończył myśl, wparował do fotograficznego.
- Dzień dobry, czy u państwa przegram filmy VHS?
- Dzień dobry, te duże? – Odpowiedziała kobieta po 50 – tce.
- Nie kurwa, te małe – pomyślał Sławomir.
- Te duże? – kobieta wskazała palcem na kasety VHS leżąca za szybą w ladzie.
- Tak – odpowiedział Sławomir i dodał – A, czy 8mm też?
- Nie, tylko te duże.
Dobra, dobra! Chuj z kasetami, idę po ten chleb – dodał w myślach.
- 15 zł za godzinę – dodała fotografka po 50 – tce.
- Przyjdę innym razem, do widzenia – przyjdę jak wszystkie kobiety pomrą, a ty będziesz ostatnią – to również pomyślał.

W następnej piekarni przywitali Sławomira, Pan Co Podać i Pani Coś Jeszcze.
- Co podać? – Spytał Pan Co Podać.
- Chleby.
- Jakie podać?
- Ten, tamten i tenże… A! I tą pyszną bułeczkę.
- Coś jeszcze? – spytała się Pani Coś Jeszcze.
- Dziękuję, a i siateczkę jeszcze pani doliczy, bo się nie zmieszczę.
Sławomir płaci i leci po wędliny do sklepu firmowego, który jest tuż, tuż.
Kolejka uszczupliła się i przyszła jego kolej.
- Dzień dobry, proszę mi nakroić najlepszych wędlin – Przywitał się z dwoma kobietami, ale tylko jedna zareagowała, druga zajęta była krojeniem świńskich zwłok.
- Dzień dobry, jakie to będą wędliny – odpowiedziała całkiem przyjemna z twarzy blondynka o szpiczastym nosie, zupełnie nie w jego guście.
- Tę, tamtą, tę i jeszcze to, wszystko po 15 plasterków – Uśmiechnął się i spojrzał na ekspedientkę.
- Aha, 15 deka?
- Co kurwa? Jakie deka? – wkurwił się Sławomir w myślach i po chwili dodał – Plasterków proszę pani, plasterków.
Maszyna kroi. Jeb, jeb, jeb… po kilku minutach Szpiczasty Nos pyta się – Coś jeszcze?
- Tak, proszę o kiełbasę z szynki, ale z opakowania bo ta jest sucha, a ja będę ją mrozić proszę pani.
Kobieta otwiera nową paczkę i wyciąga świeżutką kiełbaskę. Sławomir patrzy się w pęto i puszczają mu kubki smakowe, twarz mu się wykręca i gdyby, nie to, że jest cywilizowanym człowiekiem, rzuciłby się na mięso niczym żywy trup na mózg. Jest już głodny, bardzo głodny i wkurwiony.
- Czy podać panu coś jeszcze?
- Ser żółty, o ten – wskazał palcem – 30 plasterków i żeby były grube.
Kobieta kroi plasterek i pokazuje Sławomirowi grubość – Czy tyle wystarczy?
- Proszę pani, przez ten plasterek można świat oglądać, proszę grubiej.
Koniec końców, udało się Sławomirowi zrobić zakupy w sklepie firmowym, kupił jeszcze pasztet ze świni, bo nie było z kury.
Zadowolony, ale podkurwiony, Sławomir zmierza do domu. Siaty w dłoniach i goni czym prędzej.
Kurwa nie! Nie! Nie! Jeszcze żul mi jakiś tu kurwa…
- Panie kup mi pan coś do jedzenia bom głodny – morda spuchnięta, spodnie utytłane, podobnie kurtka.
Idź kurwa, idź mi stąd – cedzi w myślach Sławek i omija łukiem głodnego żula.
A niech mnie kule biją, no nie mogę, co będę żałować żulowi, przecież nie pierwszy raz kupuje im jedzenie, przecież lubię pomagać, takim ludziom, są biedni i głodni.
Sławomir zawrócił.
- Proszę pana, chodźmy tu do sklepu, kupię panu coś.
- Kupi mi pan coca-colę?
O żesz kurwa, ja ci dam colę! – Pomyślał Sławomir i dodał – Nie kupię ci żadnej coli, ona nie ma żadnych wartości odżywczych.
- Dobra, to kup mi pan mleko.
- Dobrze, kupię panu mleku, chodźmy.
- Ja tu postoję.
Co kurwa? Osz ty chuju! – Wkurwienie Sławomira sięga zenitu – Nie, proszę iść ze mną.
- Dobra.
Sławomir wchodzi do sklepu i idzie po mleko, jednak po chwili odwraca się, a żul stoi przed sklepem.
- Czy może pan podejść? Mam ręce zajęte zakupami.
- Zaczekam, pan mi zrobi zakupy – żul schował dłonie w kieszenie i czatuje przed drzwiami.
- Zaraz, myślisz, że ja ci będę robić zakupy, a ty będziesz sobie stał z rękami w kieszeni? Ja tu do domu, na obiad, do żony i małego dziecka, a ty leniu nawet sobie zakupów nie chcesz zrobić, i to jeszcze za cudze pieniądze?
- Kup mi pan colę?
KURWA!
Sławomir nie wytrzymał i załamał się nerwowo. Wybiegł ze sklepu i pośpieszył do rodziny, by zaznać spokoju. Zjadł obiad przygotowany przez żonę, przytulił córkę i odsapnął.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz