- Dzień dobry – mówię do istoty zza słuchawki.
- Dostawa – odpowiada nieznajomy mężczyzna.
- Jaka znowu dostawa – odpowiadam istocie.
- Dostawa z restauracji „Gospoda” – odpowiedział karczmarz, a raczej pachołek.
- Przepraszam, ale ja nic nie zamawiałem – z trudem zachowałem grzeczność.
- Przepraszam, w takim razie pomyłka.
Odłożyłem słuchawkę i wróciłem do żony. Ponownie się wygodnie wyłożyliśmy spleceni w jedno ciało i popijając ciepłą herbatę kontynuowaliśmy serial. DOMOFON DZWONI! – Co znowu? Ojojoj – odpowiada moja żona. Zrywam się, ale powoli, wiadomo kobieta w ciąży jest jak najdroższe wino w najcieńszej butelczynie, więc ostrożnie zwlekam się i zdążam ku słuchawce.
- Dzień dobry - mówię do istoty zza słuchawki.
- Mam dla pana jedzenie z Gospody – ponownie słyszę pachołka karczmarza.
- Proszę pana – wciągam powietrze – ale ja jestem najedzony, niedawno zjadłem obiad i nic więcej nie wcisnę w siebie – grzecznie odpowiedziałem pachołkowi.
- Czy to numer 12a?
- Nie, to numer 12.
- Aha...
Odłożyłem słuchawkę.
- I co – pyta się żona?
- Jakaś karczma usilnie chciała nas nakarmić – odpowiadam i kładę się na sofę.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz