Mija kilka dni i sprawdzam! JEST! Wygrałem, wygrałem całe 6 zł. Wracam z pracy. Zachodzę do kolektury i przekazuje kupon. Kobieta patrzy na mnie zdziwiona i mówi:
- Wypłacić? – spogląda na mnie dziwnie, jak na jakiegoś kloszarda.
- Oczywiście, w końcu wygrałem, to mi się należy – odpowiedziałem z uśmiechem.
Kobieta wypłaciła wygraną i życzyła sukcesów w przyszłości. Myślę sobie, tak za 6 zł to będzie samo pasmo sukcesów. Ach… może następnym razem wygram – powtarzam w myślach i wracam do domu.
Żona i córka witają swego chlebodawcę uśmiechami. Padają całusy i przytulasy. Zdejmując kaszkiet z głowy mówię do żony:
- Wygrałem w totka.
- Ile? – pyta żona bujając się z Milenką na rękach, a patrząc na mnie podejrzliwie spode łba.
- 6 zł, zawsze to coś – mówię niewzruszony.
- Byś się wstydził – odpowiada żona.
Źrenice mi się powiększyły, oczy również, głowa wyszła, jak u żółwia, buzia się otworzyła automatycznie, mrugnąłem mocno i mówię:
- Co wy, w zmowie jakiejś jesteście? Tamta się pyta czy wypłacać, ty, że mam się wstydzić? 6 zł pójdzie do skarbonki, moje i koniec.
Mija jakiś czas.
Żona pichci "coś" w piekarniku. Po zapachach już wiem, że będzie to kolejny majstersztyk w wykonaniu mojej małżonki. Siadam sobie na sofie, piję herbatę z cytryną. Żona w tym czasie okłada to "coś" w piekarniku folią kuchenną i kładzie na nią orzechy włoskie. Myślę sobie, że to jakiś stary słowiański zwyczaj, pewnie teściowa przekazała żonie, jakieś super tajniki szeptunek z Białegostoku. No nic, pewnie to coś oznacza, może jakieś związki się wydostają z pieczonych orzechów… różne myśli się pojawiają. Chciałem zapytać o te orzechy ale myślę sobie, że zamiast pytać, zjem i powiem, że smaczne.
Mija godzina. Żona wyciąga to "coś". Okazuje się, że to "coś" to ciasto z serem białym, szpinakiem i serem żółtym. Zapach rozpala moje gruczoły smakowe i dostaje ślinotoku. Orzechy odłożone na bok. Myślę, sobie, że orzechy zapewne spełniły swój obowiązek i cokolwiek z nich wyszło na pewno zasiliło smak ciasta.
Jednak nie wytrzymałem i pytam:
- Elżuniu, a powiedz mi, dlaczego piekłaś te orzechy? Czy to jakiś zwyczaj, one dają coś?
- Docisnęłam nimi folię kuchenną, aby ciasto się nie podniosło.
…
…
Aha…

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz