Jakiś czas temu, ktoś na FB publikował wzruszającą historię, o tym jak ten "ktoś" uratował zmęczoną pszczółkę leżącą na chodniku, przeniósł zwierzątko na trawnik i dał wodę, a kiedy się napiła i odpoczęła poleciała...
I tak zaczyna się moja historia...
Dziś wracając z pracy niemalże zdeptałem na chodniku pszczołę. Przypominałem sobie, że gdzieś widziałem, może czytałem, że jak pszczoła łazi po chodniku to znaczy, że jest zmęczona. Pochyliłem się na biedaczką i delikatnie chwyciłem za jej skrzydełko. Odłożyłem na trawnik, nawet nie próbowała mnie żądlić. Kolejna rzecz, o której pomyślałem to czy mam wodę - jasne, że jej nie mam, przecież tylko kobiety noszą ze sobą wodę! Prawdziwy mężczyzna pije deszcz, je śnieg... etc. Chwila namysłu, i eureka! Mam soczyste jabłko. Gryzę je i odrywam kawalątek, podstawiam pszczole pod pysk. Przechodnie patrzą na mnie jak na dzikiego hipisa karmiącego ziemię jabłkiem. Przecież oni nie mogli zauważyć, że karmię pszczołę! Mówię do pszczoły jedz, ona nic, i zamiast odlecieć spierdoliła pieszo, znaczy się omija jabłko i idzie swoją drogą.
Jaki z tego morał? Nie czytajcie wzruszających historyjek, albo czytajcie, ale nie praktykujcie

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz