Wtorkowy wieczór. Sławomir wraca z wizyty u lekarza.
Zwolnienie lekarskie, angina. Jak każdy wieczór, pomaga żonie przygotować córkę
do snu: mycie, kolacja, wspólne biesiadowanie na wersalce przed TV, córka
dokarmiana kaszką itd. W pewnym momencie Eliza mówi do męża:
- Sprzedałam te buciki córeczki, co były za małe – uśmiecha się
i pakuje kolejną łyżkę do jamy ustnej dziewczynki.
- Oo super – bez entuzjazmu odpowiedział Sławomir – Za ile? –
dodał jednak po chwili zainteresowany.
- 50 zł, to o 10 zł więcej niż kupiłam – powiedziała coraz bardziej
uśmiechnięta żona.
- No, no, no, nie to co ja „Janusz Biznesu” – odpowiedział z
uśmiechem żonie.
Żona dokarmia córkę niczym gaździna gęś. W TV leci „Kropka
nad i”, Monika Olejnik przesłuchuje kolejnego tępego polityka. Ciszę przerywa żona:
- Jutro przyjedzie Pani odebrać te buciki – kolejna łyżka z
kaszką zniknęła w gardle dziecka.
- Ok, niech przyjeżdża – skwitował bez emocji.
- Powiedziałam, żeby była przed 12 albo po 14, bo wtedy nasz maluszek śpi.
W tym momencie na Sławomira spadł "Zew Drwala" – porąbałby co,
a wiadomo jak jest, kiedy są dzieci małe. Gdzieś tam w głębi, człowieki płci
męskiej lawirują pomiędzy chucią, a jawą. Dodał:
- Aha, a ładna ta Pani? – spytał, jakby nic „ten teges” go
nie interesowało, ale już w głowie układał plan „Kawka + idealny tata”
- Ładna.
- Skąd wiesz?
- Sprawdziłam zdjęcie na Facebooku.
- Aha, ok to zaproszę do mieszkania, kawę albo coś takiego
zrobię – Sławomir już zaczął świętować i w duszy zanosił się śmiechem „muyhyhyhy”.
Na licu mężczyzny pojawił się niewinny uśmieszek, założył
nogę na nogę, jak przystało na domowego samca alfa.
- Wiesz kochanie, powiedziałam już tej pani, że masz anginę
i poprosiłam o ograniczony kontakt.
Plan „Kawowy” Sławomira legł w gruzach.
