Piątek! Jazda do domu, a dokładnie jazda tramwajem.
Stoję na końcu, trzymam się poręczy. Czytam książkę. Naprzeciwko
mnie siedzi 60-letni mężczyzna. Znad książki zauważam, że człowiek robi dziwne
uniki – no ale co tam, może bolą go plecy i się wygina, żeby kręgi nastawić.
W połowie drogi.
- Proszę pana, czy może pan zabrać tą książkę? – odzywa się
60-latek.
- Ale dlaczego? – odpowiadam.
- Bo zaraz mnie pan nią uderzy – kwituje przyszły emeryt.
- Nie uderzę pana tą książką, jestem wysoki, pan też, ale odległość
między książką, a pańską czaszką wynosi około 20-25 cm – staram się logicznie wytłumaczyć
60-latkowi.
- Pan mnie nią uderzy – mężczyzna zaczyna się irytować.
- Nie uderzę pana, trzymam książkę wysoko – zaczynam się
irytować.
- Pan mnie uderzy zaraz, czy pan tego nie widzi – mężczyzna widocznie
zaczyna tracić panowanie nad sobą.
- Czy ja pana już uderzyłem?
- Nie, ale zaraz pan to zrobi!
Kurwa mać! Dlaczego ja?
– klnę w myślach - Ja pierdole, zaraz
naprawdę mu przyjebie tą książką – cedzę dalej w myślach i dodaje na głos –
Majaczy pan – uśmiecham się do kobiety, która stoi obok mnie z 10-letią córką.
- Ja majaczę! – gość widocznie stracił resztki zimnej krwi i
wstaje…
- Ja majaczę? – wstał.
- Ja majaczę? Coś pan powiedział? Że ja majaczę? – mężczyzna
wtargnął w moją strefę bezpieczeństwa.
- Chyba nie zamierza się pan ze mną bić, proszę spojrzeć tam
– wskazuję palcem kamerę – pojazd jest monitorowany.
- Co mnie kamery – odpowiada 60-latek.
- Niech pan siada, nie będę się z panem bił – odpowiadam z
uśmiechem, a mężczyzna po chwili zajmuje swoje miejsce.
Kilka stacji dalej.
60-latek wstaje i przepycha się przeze mnie, siada na wolnym
od kilku chwil miejscu po przeciwnej stronie. W tym czasie kiwam głową do
kobiety z dzieckiem, aby zajęła miejsce po natarczywym człowieku – Pani siada,
jest pani niższa od tego pana, więc na pewno pani nie uderzę – dodaje.
Kilka chwil później.
Zwalnia się miejsce naprzeciw znerwicowanego mężczyzny.
Siadam. Niestety oboje wysocy, więc stykamy się kolanami – Teraz będę
przeszkadzać panu kolanami, czy też pan będzie się denerwować? – pytam z
uśmiechem.
- Nie, podciągnę się, pan się podciągnie i znajdziemy sobie
miejsce – mężczyzna widać ochłoną i zaczął mówić z sensem.
- Oczywiście – odpowiadam – Wie pan, wcale nie chciałem pana
uderzyć książką, jestem wysoki i trzymałem książkę wysoko, panu się wydawało –
dodałem.
- Wyglądało, jakby mnie pan miał zaraz nią uderzyć – dodał
60-latek.
- Nie robiłem tego umyślnie, czytałem książkę i nie widziałem
pana – dokończyłem rozmowę i wysiadłem na następnym przystanku.
To nie koniec!
SMS: Kochanie, podejdź na ul. Niewiadomską, róg ul.
Chujgowie do pawilonu 58 PACZKAwRUCHU i odbierz przesyłkę. To pewnie w tej
małej galerii handlowej.
SMS: Dobrze Elizka, już tam idę.
Zmierzam do galerii handlowej.
Kręcę się niczym smród po gaciach po tej jebanej „małej
galerii handlowej” i szukam pawilonu 58. Mijają minuty, a tu chuj, o taki! Ostatni
pawilon 46b, no kurwa mać?
- Przepraszam, gdzie jest pawilon 58, szukam PACZKIwRUCHU –
pytam się opalonej na rdzę baby.
- Nie wiem – odpowiada.
To spierdalaj – odpowiadam
jej w myślach… bo już mnie delikatna kurwica łapie.
Wychodzę z tego labiryntu zwanego małą galerią handlową i
idę na skrzyżowanie ulic Niewiadomskiej i Chujgowie. Na horyzoncie maluje się
kiosk Ruchu – Jest! Hehe, mogłem od razu
tam iść – pomyślałem. Pochylam się do okienka, jakbym był Guliwerem zaglądającym
do komnaty małej księżniczki.
Ożeeesz kurwa! –
zamiast księżniczki ujrzałem wiedźmę Ple Ple – gruuuba, bebzon wyjebany na ladę
– Kryste Panie! – pomyślałem.
- Yyy… czy mogę odebrać paczkę? – nieśmiało zapytałem.
- To nie tu, nie ma tu paczek w ruchu – baba odpowiedziała,
jakbym nie był pierwszym pytającym. Zapewne udziela takich odpowiedzi od setek
lat. Pewnie kiedyś była młoda i piękna, nim przywarła cielskiem do lady.
Telefon: Eliza, nie ma tu żadnej PACZKIwRUCHU, sprawdź na
mapie, gdzie to może być.
Telefon: Kurcze, no musi gdzieś tam być. Poszukaj i odbierz,
to zabawka dla Milenki.
Ech, no jak dla Mileńki,
to muszę się poświęcić. Niczym Odyseusz ruszyłem w podróż. Tym razem nacieram
na Piotra i Pawła i okolicę, tam też jakieś pawilony i inne sklepiki.
Wbijam do 1Minut.
- Przyszedłem po paczkę – mówię z uśmiechem na mordzie (hehe
znalazłem) - Bardzo ciężko was znaleźć, musicie dokładniej opisać, gdzie was
szukać – dodaję.
- Proszę podać numer zamówienia – odpowiada młoda kobieta
(kiedyś pewnie będzie wiedźmą Ple Ple i też przywrze cielskiem do lady).
- 209478….
- To nie tu proszę pana – odpowiada z uśmiechem przyszła
wiedźma Ple Ple.
- Co nie tu? Ja po paczkę – mówię zirytowany.
- To nie tu, musi pan poszukać gdzie indziej, może tam na
bazarze – palcem przez szybę wskazała lokalny bazarek.
- Dziękuję – wkurwiony wyszedłem z 1Minut.
Idę na bazar. Mijam jedno światło, drugie światło. Wkraczam
na teren tubylczych handlarzy. Kobitki opierają się o futryny sklepików, palą
faję, patrzą na mnie, jak na wroga i pewnie myślą – patrzcie, kolejny chuj, przyjdzie poogląda i pójdzie. Błądzę po tym
labiryncie bud i szukam pawilonu 58. Pawilon 23, 45, 36, 12, 49… kurwa, co za
debil nadawał tu numery losowo! Łażę, już się spociłem, kilkanaście godzin poza
domem może człowieka wkurwić. No nie,
kurwa nie… - idę dalej i pytam się kobiety o ładnych udach, ale zjebanej
twarzy – Przepraszam, szukam pawilonu 58, czy jest tu taki?
- Ta, jes po drugiej stronie – leniwo odpowiada.
- Dziękuję – szybkim krokiem przechodzę na drugą stronę.
Spoglądam na numery i widzę 58. Wbijam!
- Przyszedłem po paczkę – Nie przywitałem się i grobowym
głosem zagadałem do dwóch młodych kobietek.
Kobiety patrzą na mnie ze zdziwieniem.
Rozglądam się. Kurwa
jestem w piekarni, co kurwa piekarnia ma do paczek w ruchu? – myślę.
- No przyszedłem po paczkę, jest tu paczka dla mnie? – pytam
się dalej kobietek.
- Jaka paczka?
- Normalna paczka, miała być tu paczka – mówię zdecydowanie.
- Ale tu nie ma żadnych paczek – kobiety wydają się
przestraszone.
- Zaraz – mówię do kobiety i pokazuję indiański gest dłonią „STOP”.
Zaglądam do telefonu i weryfikuje numer, no 56 – A nie, to nie tu. Pomyliłem
się.
Kobiety odetchnęły. Pewnie myślały sobie – Co za debil, wariat dobrze, że nam krzywdy
nie zrobił.
Dobra, jestem już zmęczony. W szóstce widzę osiem… uh,
trzeba szukać dalej.
W końcu znajduje pawilon 56, ale po chwili mówię sobie – Nosz cholera, jakieś ePapierosy, też pewnie
jakaś chujnia z grzybnią. Nie mam nic do stracenia. Wchodzę. Młoda kobieta,
krótkie spodenki, nogi posiniaczone, jakby stado imigrantów z Afryki po niej
przeszło.
- Dzień dobry, czy mogę odebrać paczkę? – pytam z lekką nutą
niedowierzania, ale spokoju.
- Proszę podać numer – odpowiada posiniaczona kobieta i
bierze w dłonie tablet.
- 209478….
- Kobieta zdejmuje nogi z paczki i podaje mi ją – proszę.
- Dziękuję – odpowiedziałem.
Szczęśliwie wróciłem do domu. Milenka była zachwycona nową
zabawką, warto było pobłądzić.
